„ (..) Poznaje się tylko to, co się oswoi (..)Trzeba być bardzo cierpliwym. Na początku siądziesz w pewnej odległości ode mnie, ot tak, na trawie. Będę spoglądać na Ciebie kątem oka, a Ty nic nie powiesz. Mowa jest źródłem nieporozumień. Lecz każdego dnia będziesz mógł siadać trochę bliżej..- powiedział lis. (..) A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu (..) Mały Książę, A.de Saint-Exupery
Jeśli chcesz usunąć problem, musisz w jego miejsce zainstalować rozwiązanie, czyli: PO CO PSYCHOTRAUMATOLOGOWI DO PRACY Z PACJENTEM – HIPNOZA
Mariusz pojawił się u mnie pół roku temu, już w drzwiach uprzedzając, że jestem jego ostatnią deską ratunku. Przyszedł z teczką pełną diagnoz i dokumentacji medycznej oraz z głową przepełnioną nadmiarem hipotez i autoanaliz. Mimo 32 lat i smukłej sylwetki, wywarł wrażenie starca uwięzionego w ciele młodzieńca. Opowiedział o swoim hiszpańskim dzieciństwie, wychowaniu przez dziadków, ich późniejszej śmierci oraz chorobie i odejściu mamy. Pytany o powody jego obecnego stanu opowiedział z detalami i w dużym ożywieniu, o zakończonej przed laty burzliwej historii relacji z kobietą, na koniec zaledwie wzmiankując o obecnej i małżeństwie … Z wywiadu wynikało, że mężczyzna kolejny rok z rzędu bierze udział w rozlicznych programach klinicznych i terapeutycznych, których celem jest przywrócenie jego stanu sprzed lat, czyli czasu, gdy cieszył się (jak twierdzi) cudownym życiem oraz pełnym zdrowiem psychicznym i somatycznym, uprawiał sport, kochał jeść, lubił podróże i seks, będąc niemożliwie zakochanym we wspominanej z rozrzewnieniem, Jolancie. Na dowód istnienia tego „idealnego momentu” pokazywał w telefonie zdjęcia wysportowanego, uśmiechniętego i towarzyskiego, wyraźnie młodszego siebie. Jakby to był ktoś inny niż on… Tego dnia wstał z fotela i odwróciwszy się do mnie plecami, powiedział retorycznie: „a teraz co? Sama Pani widzi, ciało przekrzywione na lewą stronę, lewa noga krótsza i przykurczona, lewa krawędź szyi skrócona, żałość, choroba, koniec świata, nie chce się żyć, jak ma to tak wyglądać. Proszę mnie uratować i przywrócić do stanu sprzed choroby”…
Ten, jak większość podobnych przypadków, o których Pan Mariusz wspomniał używając słowa: „choroba”, a z którymi od lat pracuję, ilustrują obraz kliniczny objawów zaburzeń po traumach złożonych diagnozowanych jako Complex PTSD Desnos, który najtrafniej opisuje, tłumaczy i konceptualizuje w terapeutycznej perspektywie – Teoria Strukturalnej Dysocjacji Osobowości[1]. Ta psychobiologiczno-neurologiczna teoria tłumaczy źródła mechanizmów i zachowań, występujących m.in. u Pana Mariusza, a określanych mianem Dysocjacji Strukturalnej, polegającej na trwałym podziale osobowości, następującym w efekcie wielu, zwłaszcza wczesnodziecięcych epizodów traumatycznych. Efekt tego rozpadu przypomina potłuczone na drobne kawałki lustro. Im więcej razy tafla pęka, tym kawałków więcej i tym drobniejsze ich części. Najgorzej sklejać i integrować całość, gdy pęknięcia następowały zanim ukonstytuowała się obramowana ramą, lustrzana tafla. Każdy potłuczony fragment może przechowywać inną historię, niektóre bywają w ogóle niewidzialne, dopóki coś lub ktoś ich nie wzbudzi (to wzbudzenie określa się mianem triggera, czy też wyzwalacza). Wówczas rekoduje się i aktualizuje z odmętów przeszłości – minione, uwięzione w głębokich, archaicznych (gadzich) strukturach mózgu, doświadczenia emocjonalne i reakcje, które nie zostały przetworzone i zintegrowane w strukturę Ja.
Zalanie fizjologiczne wyzwolone przez takie reakcje występuje nagle i zupełnie nie wiadomo skąd i jak, powodując – właśnie tzw. chorobę, przejawiającą się poprzez stany splątania, niezrozumienia, przerażenia i paniki, bezradności, złości, smutku, czy zachowań ucieczkowych, izolacyjnych i rezygnacyjnych. Może pojawić się dysocjacja somatomorficzna, przejawiająca się w postaci zaburzeń ruchu: porażenia nerwów, paraliżu, niedowładów, zaburzeń czucia: dotyku, smaku, wzroku, słuchu, odczuwanej temperatury i zaburzeń propriorecepcyjnych czucia głębokiego, czy też rozszczepienie psychoformiczne, polegające na derealizacji, amnezji, fugach i palimpsestach, depersonalizacji, przejściowej utraty jakichś kompetencji czy konkretnej wiedzy, doświadczeń. Możemy odczuwać to wtedy jako stan: „nie wiem”…W takich przypadkach sprawdza się właśnie terapia EMDR i IFS połączone z hipnozą oraz różne energetyczne i psychotraumatologiczne techniki pracy z ciałem [2].
Objawy trudności i metody rozwiązań
Najczęściej wykorzystywane moduły hipnoterapeutyczne – hipnoterapia analogowa (Erickson), psychoanalityczna i psychodynamiczna (Freud, Jung, Chertok), kliniczna integracyjna (Meinhold) oraz niewerbalna, somatyczna i energetyczna właśnie (szkoła rosyjska i amerykańska) – różnią się podejściami, konceptualizacjami przypadków oraz standardami pracy i rodzajami protokołów, ale łączy je – niezależnie od kontekstów historyczno-kulturowych, cel, jakim jest pomoc pacjentowi/klientowi oraz możliwe jak najszybsze i najskuteczniejsze, trwałe, uśmierzenie jego cierpienia oraz rozwiązanie jego przyczyny. Hipnoza, której terapeuci oraz jak pokazują najnowsze badania psychologii energetycznej [3] i fizyki kwantowej [4], psychoterapeuci używają w terapiach w celu uzyskania u pacjenta trwałego efektu zmiany, działa przede wszystkim dzięki wprowadzeniu pacjenta w trans, będący różnej głębokości relaksem. Głęboki relaks następuje już w częstotliwości 4-7 Hz, czyli fal Theta, co w naszym mózgu dzieje się najczęściej za sprawą: medytacji, transu, intensywnego marzenia sennego, intensywnych emocji, czy relaksu oraz hipnozy czy też pracy energetycznej z ciałem, właśnie. Stan też służy obejściu stanu kontroli umysłu świadomego poprzez odcięcie tej obronno-kontrolnej świadomościowej funkcji od leczących, odblokowujących, leżących najczęściej w nieświadomych lub podświadomych i nadświadomych rejestrach, procesów mentalnych. Proces ten sprzyja rozluźnieniu gorsetu – nie tylko mięśniowego pacjenta, ale także umysłowego i psychosomatycznego, na czym terapeucie zależy najbardziej. W ten sposób czasowo wyłączone zostają nieadaptacyjne mechanizmy obronne. Dotychczasowy tok myśli pacjenta, mimo iż wszystko słyszy i rozumie oraz czuje, staje się niespójny, zanika jego logika, niekonstruktywne skrypty oraz przekonania myślowe z wolna zastępowane są przez lepsze, bardziej adaptacyjne, przyjazne oraz rozwijające. Co ważne pacjent/klient sam kreuje swoje rozwiązania, sam też się na nie otwiera bądź nie, hipnoterapeuta jest jedynie narzędziem i kontekstem oraz świadkiem i towarzyszem tego złożonego, bardzo zindywidualizowanego i odzwierciedlającego, procesu.
Z Panem Mariuszem przez pierwsze sesje pracowałam nad rozmrożeniem i odbezpieczeniem dotychczasowych, nieuświadomionych strategii i mechanizmów obronnych. Kontenerowałam, odbezpieczałam, wentylowałam i odbarczałam Go za pośrednictwem autonarracji krzywdy, bólu i nieodrodnej straty. W związku z poziomem i głębokością objawów psychosomatycznych nawiązanie kontaktu z jego emocjami i ciałem oraz minionymi doświadczeniami graniczyło z cudem i było zbyt ryzykowne dla tzw. pozornie normalnej /normalnych części oficjalnej osobowości ( w paradygmacie Jungowskiej Psychologii Głębi określilibyśmy ją Personą). Wiedziałam i widziałam, że mimo tego, co deklaruje i jak się czuje, coś w nim, jakaś jego odcięta część (może części?) nie chcą odsłonięcia, ujawnienia, zmiany. Jak małe przestraszone zwierzęta, wewnętrznie zastygłe w bezruchu, zamarłe, ukryte w gąszczu codziennego życia…Ta fobia traumatycznych wspomnień, polegająca na unikaniu całkowitego uświadomienia sobie traumy oraz jej determinującej życie mocy, jest strategią przetrwania i homeostazy, spełniając funkcję osobowości staje się jej substytucją i hamulcowym[5] . Mechanizmy tych programów reagowania krystalizują się podczas pierwszych doświadczeń dziecka i wraz z rozwojem, będąc fundamentem tego późniejszego Domu Ja, stanowią nieświadome, ukryte elementy podpiwniczenia, mocno determinując strukturę i budulec kolejnych pięter Ego, choćby w postaci, tak niezbędnych w psychoterapii zdolności do mentalizacji [6].
Dziecko straumatyzowane (najsilniej działa tu Trauma więzi i relacji z obiektami opiekuńczymi) będzie miało w dorosłości deficyty w zakresie rozwoju emocjonalnego (zdolności do współodczuwania i współczucia sobie, empatyzowania z innymi, rozumienia emocji i intencji innych oraz własnych, świadomej i intencjonalnej samoregulacji, regulacji pobudzenia afektywnego, czy zdolności do decentracji) i rozwoju poznawczego. W konsekwencji jego życiem dorosłym będą zawiadywały: a/ fobie relacji, bliskości, porzucenia, odrzucenia i straty, także przez terapeutę, b/ fobie psychiczne, przejawiane przez określone doznania cielesne, myśli, fantazje, życzenia i potrzeby, obsesje oraz c/ fobie zdysocjowanych części, nie zawsze koherentne z resztą, a czasami wręcz skonfliktowane i jeszcze mocniej zaburzające i dezintegrujące osobę, jak to ma miejsce w przypadku mojego pacjenta. Tylko rozwój, oparty na bezpiecznych więziach z opiekunem i co, za tym idzie, wielokondygnacyjna, spójna dla Ja, integracja psychiczna może gwarantować człowiekowi pełne zdrowie psychosomatyczne. Wszystkie, bez wyjątku, doświadczenia w życiu małego organizmu dziecięcego, od poczęcia wraz z jego epigenetycznym kodem i potencjałem, w jakiś sposób odzwierciedlą się (zapiszą) w strukturze umysłowej dziecka i mogą przetrwać nienaruszone i wzmacniać się niekorzystnie, nieuświadomione w osobie dorosłego aż do śmierci i o wiele dalej (jak wskazują dziś nauki takie jak: epigenetyka, fizyka kwantowa, neurobiologia, psychiatria, chemia molekularna itp.)
Rozmrażanie zdysocjowanego JA
Do etapu właściwego terapii z Panem Mariuszem przygotowywałam się przez kilka pierwszych sesji. Zbierając wywiad z jego dzieciństwa, słuchając wnikliwie wszystkich opowieści, wśród których na początku dominowały użalanie się nad losem, nieakceptacja, czy obsesyjnie powtarzane mikroscenariusze. Testy mentalizacji, podatności na hipnozę, próby złapania kontaktu z emocjami i reakcjami ciała, czy obejścia punktów nadkontroli, spełzły na panewce. Musiałam poszukać czegoś bardziej wyrafinowanego i prowokacyjnego do psychostymulacji odłączonych stanów Ja. Bowiem skutkami wieloletniej dysocjacji, czyli stanu „ucieczki, gdy nie ma ucieczki” jest dezintegracja, przetrwanie w niekorzystnych warunkach ( w przypadku mojego pacjenta w odrzuceniu i porzuceniu przez rodziców) i zamrożenie części tęskniących, kochających, potrzebujących i silnie związanych z rodzicami i Hiszpanią -miejscem urodzenia i domem rodzinnym. Najpierw jednak musiałam zbudować maksymalne zaufanie i stworzyć bezpieczną przestrzeń dla Niego, dla wszystkich jego części: świadomych, nieświadomych, nadświadomych i podświadomych oraz takich, dla których nie ma może jeszcze języka komunikacji… A jak nie ma języka to najlepiej pracować na symbolach (Jung) i metaforach (Erickson). Erickson wiele mi podpowiadał z offu, m.in. to, że: „To pacjent wykonuje całą pracę. Terapeuta może zapewnić mu do tego tylko odpowiednie warunki i środki” i że jedyne, co mogę to stworzyć Mu do tego warunki, choćby w postaci jakości naszej, psychoterapeutycznej relacji. Najpierw więc zajęłam się tym, na co mi pozwolił i co było „pod ręką”, niejako na wierzchu… To była komunikacja Pana Mariusza, wszystko to, co mi komunikował i tego przekazu formy, przejawy, kanały.
Podążyłam za gestykulacją, mową ciała, ruchem mimowolnym, zachowaniami oraz najczęściej powtarzanymi słowami i opowieściami, szczególną uwagę zwracając na niejednoznaczność słów, pauzy, niedomówienia, powtórzenia, pomyłki. Z tych narracji i ich miejsc wspólnych, zaczęliśmy budować coraz większą i bardziej linearną, spójną ze sobą za pomocą pewnych podobnych „przejść” i „emocjonalnych pomostów”, których odzwierciedlenia szukaliśmy potem w Jego ciele. Na tej podstawie można już było uchwycić leitmotivy, wspólne tematy i nanizać z ich nici pewną osnowę autonarracyjną, by potem konstruować prawdopodobne treści, scenki, wydarzenia i epizody, gdyż Pan Mariusz z całego swojego kilkuletniego dzieciństwa pamiętał zaledwie dwa wspomnienia, a i tu miał wątpliwości, czy aby nie powstały za sprawą opowieści opiekunów oraz pamięci do fotografii. Te przestrzenie semantycznych a potem symbolicznych projekcji, stawały się z czasem coraz bezpieczniejszą i jawniejszą strukturą dla przejawiającego się, pokawałkowanego, dziecięcego, migotliwego, nieufnego Ja, pacjenta. Sam oglądał je z pozycji obok. Inspirowany przeze mnie, naprowadzany za pośrednictwem adekwatnej dla Niego, sugestii pośredniej, czy sugestywnych pytań oraz wglądów, wizualizacji, zaczął widzieć w tej strukturze na tyle bezpieczną ramę dla swoich części i na tyle już sam mógł czuć się swoją własną ramą, że możliwa stała się regresja. Tak potrzebna, by poprzez jednostajne, powtarzalne gesty, spokojny i bezpieczny mój głos terapeutyczny, zaprosić Go do wyobrażonej i odczuwanej już trochę przez ciało, które się nauczyło reagować, transowej podróży wehikułem czasu do Jego dzieciństwa w Hiszpanii. Przez kolejne sesje z rzędu komunikowaliśmy się z 4-letnim Mańkiem, który uwielbiał słońce, hiszpańskie jedzenie, był odważnym i aktywnym chłopcem, kochanym przez mamę i wspieranym w rozwoju przez Tatę, obieżyświata i dziennikarza. Chłopiec był zawsze rozmowny i chętny do zabawy, dużo biegał i bawił się. Dzięki tej aktywności mogłam jeszcze bardziej wzmocnić jego wyjątkowość i podmiotowość.
EMDR, IFS oraz techniki psychologii energetycznej
W kolejnej fazie przetwarzania niechcianych doświadczeń, radzenia sobie z nimi i rozumienia ich, do pracy zapraszaliśmy coraz to kolejne części, przeplatając proces hipnoterapeutyczny procedurami IFS (Systemu Wewnętrznej Rodziny (po ang: Internal Family Systems) oraz EMDR (po ang. Eye Movement Desensitization and Reprocessing). To zintegrowane oddziaływanie miało za zadanie odblokowywanie naturalnej zdolności mózgu mojego pacjenta do przetwarzania informacji, w tym celu używany był nie tylko dyskurs terapeutyczny, w tym dialog sokratejski, ale głównie w formie majeutycznej [7], mentalizacja, projekcja, lecz również stymulacja, np. poprzez bodźce wzrokowe, dotykowe lub słuchowe. Ta psychoaktywizacja neurofizjologiczna, będąca dwustronną stymulacją obu półkul za pomocą m.in. ruchu gałek ocznych (w skrócie BLS po ang. – w tym przypadku szybkie ruchy ), którą wykorzystuje się w EMDR, aby pobudzać pracę mózgu do przetwarzania żywej sieci pamięciowej urazu psychicznego, zaczęła bodźcować zabetonową pamięć emocjonalną dziecięcych części. W pewnym momencie, w moim dotąd zależnym i zalęknionym, skrzywionym lewostronnie, pacjencie zaczęłam dostrzegać Dorosłego- troskliwego i uważnego na kontakt z należącą do prawej półkuli – stroną dziecięcą (wg mnie właśnie przechowującą Traumy) dotąd przez niego osamotnioną i przerzucaną w ramiona przypadkowych kobiet (reprezentujących obiekty matczyne) oraz surowych, krytycznych i niedostępnych emocjonalnie, znienawidzonych, słabych mężczyzn (odpowiadających obiektowi ojca). Wtedy dopiero uzyskał gotowość na skonfrontowanie się z przemocą ze strony taty, który na siłę w Hiszpanii zaprowadzał go do obcojęzycznego przedszkola i tam zostawiał na wiele godzin do powrotu, zsikanego, przestraszonego, wewnętrznie i zewnętrznie, wyalienowanego, zahibernowanego.. Kolejne sesje skupiły się na kontakcie z tym małym ciałem, na jego ogrzaniu (pacjentowi stale było zimno) i zaktywizowaniu go do okazania trudnych emocji.
Dziecko i Dorosły pracowali teraz już z więzią w parze, Dorosły stawał się dla malca żywy i ciepły, bo podjął decyzję, że go kocha i że chce, może go uratować. Żeby to się stało mentalizowaliśmy Jego objawy z ciała za pośrednictwem przywoływania z pamięci żywych obiektów wizualnych, które z tymi stanami ciała się kojarzyły. Za każdą reprezentacją emocjonalną (pracowaliśmy ze stanami emocjonalnymi zaniedbanego Dziecka Wewnętrznego pacjenta) podążało jego 3-5 letnie dziecko wewnętrzne (najpierw straumatyzowane przez relację z niedostępną emocjonalnie, depresyjną i zależną matką, potem z pasywnym i niedostępnym fizycznie ojcem, a na końcu z widmami rozwodu rodziców oraz powrotu do Polski i śmierciami). To podążanie, przeplatane było aktami uziemiania dorosłego, wzmacniania jego zasobów i kompetencji oraz procesami upodmiotawiania dziecka. Kiedy Dziecko Wewnętrzne w końcu na dobre się ujawniło rozpoczął się proces oswajania i adaptacji do bycia z … obiektami zewnętrznymi. Przypominał scenki oswajania liska przez Małego księcia [8], co wymagało ode mnie jeszcze większych kompetencji, niż w pracy z pacjentami spoza potraumatycznego spektrum zaburzeń więzi. W sukurs przychodziły metody autohipnozy, medytacji centrowania, czy Medytacji Miłującej Dobroci[9]. Do uspokajania układu nerwowego pacjenta oraz instalowania nowych sposobów reagowania, używałam naprzemiennie hipnozy oraz EMDR, instalując, odtwarzając i powtarzając, wcześniej skonstruowane z Nim autonarracje, skierowane do części dziecięcych. Najwięcej opiekuńczych gestów i fokusów potrzebowała część 5-letnia, nierozumiejąca postępowania rodziców, wracających do Polski, żeby po oddaniu jej do dziadków, wrócić tam z powrotem. W trakcie pogłębionych wglądów i pracy z objawami z ciała okazało się, że Pan Mariusz dysponuje w swoim obrazie Ja, kilkoma dystonicznymi fragmentami Ego, wchodzącymi w konfrontacyjne relacje z bardziej syntonicznymi, lub pozornie zharmonizowanymi, częściami Ja. Wśród części znalazły się obiekty żeńskie i męskie, młodsze i starsze, wrogie i oporujące, był także piesek i seksualna róźowa energia. Z większością z nich zostały przeprowadzone sesje hipnotyczne oraz protokoły EMDR, TFT (Thought Field Therapy z ang. – Terapia Polem Myślowym autorstwa psychologa klinicznego, Rogera Callahana) i EFT (Emotional Freedom Techniques z ang. – terapia skoncentrowana na emocjach, tudzież procesie doświadczenia, będąca uproszczoną wersją TFT autorstwa ucznia Callahana, Gary’ego Craiga, kładąca większy nacisk na techniki (tappingu) opukiwania punktów akupunktury. Innymi, z sukcesem wykorzystywanymi przeze mnie w tej i innej pracy terapeutycznej z częściami Ja pacjenta, somatycznymi narzędziami terapii rodem z psychologii energetycznej były procedury: T EMDR, WHEE, EMD, EMDr, PSYCH-K, TAT (wszystkie bardzo dobrze przebadane pod kątem skuteczności na dużej grupie badawczej[10]).
Regresje
Wśród szanujących zasady, odpowiedzialnych i profesjonalnych hipnoterapeutów panuje doktryna, że regresji hipnotycznej nie wykonuje się dla zaspokojenia ciekawości, z próżności oraz potrzeby intensywnych, wyjątkowych doznań, a tylko wówczas, gdy jest to głęboko uzasadnione i spełnia funkcję środka terapeutycznego, leczy, pomaga, jest konieczne. Moje regresje z Panem Mariuszem ograniczały się do pracy z tzw. wewnętrznymi modelami operacyjnymi, rodzicielskimi i społecznymi i częściami, które się wokół tych relacji nabudowały. Cofnęliśmy się do okresu prenatalnego pacjenta, do rodzin pochodzenia dziadków, także tych, których nigdy nie poznał, byliśmy na Kresach Wschodnich oraz w tajemniczych, nierozpoznawalnych miejscach, mijaliśmy wędrowców i pielgrzymów, samotne i nieszczęśliwe kobiety, niewolników, ale wszędzie Pan Mariusz nie czuł się u siebie, a jego reprezentacje -chciane, widzialne, docenione, ważne. To odkrycie wywołało najsilniejsze emocje, z którymi pracowaliśmy najskuteczniej po wyprowadzeniu z hipnozy i uzewnętrznieniu małych części z tego życia. W pewnym momencie w sesji razem z moim pacjentem brało udział kilkanaście reprezentacji energetycznych Jego obecnego Losu. W efekcie tej pracy na sesję rodzinną zechciała przyjść żona pacjenta, którą skonfrontowałam z jej schematami relacyjnymi oraz skryptami transakcyjnymi, pozwalając bardziej świadomie dystrybuować lojalności wobec męża. Kontakt z Panem Mariuszem nawiązała też Pani Jolanta, z którą spotkał się dwukrotnie, co wyzwoliło w nim gorące i trudne reakcje, których zdecydował się jednak nie wzmacniać, a jedynie wykorzystać do przetworzenia i zintegrowania ostatnich negatywnych objawów po to, by docelowo (tak postanowili wspólnie z żoną) rozwijać relację małżeńską, pobłogosławioną w trakcie hipnozy przez przodków pary. I choć droga do odblokowania małżeństwa wiodła przez wertepy doświadczeń zaniedbania, odrzucenia i porzucenia przez mamę, a potem odtworzenia tychże pod postacią choroby i śmierci mamy, potem choroby i śmierci babci, rozstania z Jolantą i wreszcie, śmierci dziadka i związania się taty z inną kobietą, a jej stacjami stały się akty przetwarzania, rozbrajania i scalania zdysocjowanej we fragmentach dziecięcych self energii blokującej TU i Teraz, przeszłości, to jej celem okazała się w końcu po prostu przyblokowana Miłość.
Wszystkie stany świadomości Freuda
Lata 70.poprzedniego wieku w związku z ruchem psychodelicznym i ekstatycznym, rozwinęły, także naukowo, inne obok hipnozy, pojęcia: histerii, transu i opętania, odpowiadające „ stanom modyfikowanej, przekształconej świadomości (EMC) [11]. I o ile w przypadku ich oddziaływania pacjent może stracić swą tożsamość (zdezintegrować się negatywnie, czy też niebezpiecznie zdysocjować, co nader ważne z punktu widzenia etyki i celów pracy psychoterapeutycznej ), o tyle hipnoterapeutyczne wykorzystanie hipnozy ma na celu (nawet po akcie terapeutycznie, pozytywnie dezintegrującym, np. w postaci aktu przypominającego psychiczne katharsis) – jej zbudowanie, zredefiniowanie, złożenie, wzmocnienie i rozwój. To tylko freudowska, psychoanalityczna perspektywa okazała się dla hipnozy oraz pacjentów, wywrotowa i niebezpieczna, bo pozbawiona jakichkolwiek ram bezpieczeństwa, empatii, kontekstu. Mogło być to wynikiem niedysponowania jeszcze przez Freuda pojęciem przywiązania w rozwoju dziecka oraz umniejszenia w związku z tym (na rzecz wyniesienia biologicznego ojca) funkcji i znaczeń rozwojowych matki… Paradoksem w tym rozumowaniu Freuda jest fakt, że to właśnie pierwsza relacja dziecka z matką, bogata w sugestie słowne, dźwiękowe, termiczne, cielesne, z rytmami zmian intensywności i trwania jakiegoś stanu, mogącego być przenoszonym z jednego systemu zmysłowego w drugi (dziecko nie widząc, słyszy ruch i dotyk oraz widzi dzięki dźwiękom, tworząc tym samym sieć połączeń komunikacyjno-wyobrażeniowo-cielesnych, z których potem będzie korzystać) prymuje, tworzy, otwiera i wzmacnia późniejszą drogę, jaką będzie podążać właśnie sugestia i indukcja hipnotyczna. Boris Cyrulnik , etolog i psychiatra z Marsylii, wyjaśniał w tym kontekście hipnozę jako fenomen „zarażenia uczuciowego”, między dwiema, złączonymi pozaseksualnym przywiązaniem, istotami. Ta interakcja sensoryczna byłaby wspólna zarówno dla ludzi, jak i zwierząt.
Jedna z definicji hipnozy brzmi: jest to w stadium somnabulicznym, czwarty stan organizmu, aktualnie nie dający się zobiektywizować, w przeciwieństwie do trzech innych: czuwania, snu i marzenia sennego. Jest to rodzaj potencjalności naturalnej, dyspozycji wrodzonej sięgającej swoimi korzeniami aż do hipnozy zwierzęcej, charakteryzującej się cechami, które prawdopodobnie sprowadzają się właśnie, Panie Freud! do stosunku przywiązania u dziecka do matki z okresu przedjęzykowego. Dlatego, gdy w dorosłości wyzwalaczami dezintegrujących psychikę, zakłóceń w relacjach społecznych i zawodowych, stają się ludzie, jako terapeuci możemy być na 95% pewni, że stoją za tym traumy przywiązania, zaniedbań, nadużyć z dzieciństwa klienta ze strony najbliższej rodziny/ opiekunów. Tym samym, kierując się hipokratejską zasadą: similia similibus curantur (łac.) – lecz się tym, czym się strułeś, po rozwiązanie zaburzenia najlepiej udać się właśnie do adekwatnych dla tego przedjęzykowego etapu więzi z pierwszoplanowym obiektem – narzędzi, kontekstów, środków wyrazu [12] .
Hipnoterapia
Hipnoterapia może niewiele mieć wspólnego, poza rzecz jasna mechaniką, z hipnozą sceniczną. Co zresztą podobnie może wyglądać w przypadku psychoterapii i terapii, czy nawet EMDR i samą desensytyzacją gałek ocznych za pośrednictwem narzędzia, zwanego BLS właśnie. Hipnoterapeuta może oczywiście być hipnotyzerem, jednak jako odpowiedzialny i działający w ramach wystandaryzowanych, znormalizowanych, rzetelnych i zwłaszcza bezpiecznych dla pacjenta, protokołów oddziaływań, które najczęściej nie sprowadzają się (i nie powinny) do jednorazowych „akcji”, nie będzie używał hipnozy tak, jak użyje jej sceniczny prezenter. Nie można mieć też mu za złe, że w celach marketingowych: wywołania efektu wow, spektakularnej uwagi i reakcji behawioralnej, energetycznej, fizjologicznej czy poznawczej u obserwatorów i uczestników zgromadzonych na widowni, używać będzie psychomanipulacji. Wykorzysta w tym celu to, z czego ewolucyjnie do przetrwania, rozwoju oraz władzy, korzystamy wszyscy: atrybucji, heurystyk: dostępności, zakotwiczenia i reprezentatywności, czy m.in. takich praw psychologicznych jak: prawo umysłu/ekspresji (to, co myślę materializuje się), prawa oczekiwania i przyciągania (oczekując przyciągam rozwiązanie za pośrednictwem choćby energii w myśl zasady, że energia podąża za uwagą), prawo wiary czy panowania/ kontroli (staję się i tym samym zdrowieję- tylko mając nad czymś władzę / kontrolę).
To z czego terapia hipnozą korzysta to, naturalnie ludzka, biologicznie i ewolucyjnie, jak wspominałam wyżej, uzasadniona predyspozycja do współbrzmienia, współodczuwania społecznego i współreagowania energetycznego w polu Wspólnego Istnienia [13]. Kiedy ten potencjał jest z nami zharmonizowany, gdy tylko pojawiają się warunki, nasza percepcja niemal natychmiast ulega osłabieniu, a podatność na sugestie się wzmacnia, świadomość zmniejsza aktywność i cała nasza Istota, między innymi dzięki oddaniu kontroli dalej i wyżej – najpierw hipnoterapeucie, potem Meta-Porządkowi, który można niezależnie od rodzaju denominacji „religijnej”, bioregeneruje i uspokaja.
Od profesjonalnego hipnoterapeuty powinniśmy wymagać wiedzy oraz praktyki. Najlepiej jeśli posiada wykształcenie psychoterapeutyczne, psychologiczne, bądź medyczne oraz dodatkowo ukończone szkoły podyplomowe, najlepiej akredytowane w środowisku zawodowym, rozwijające jego specjalizacje. Oczekiwanym jest też, by stale się uczył, doszkalał i rozwijał, bowiem dziedziny medyczne i humanistyczne dziś o wiele szybciej, niż jeszcze w zeszłym stuleciu (o XIX wieku, gdy boom przeżywały nauki społeczne i eksperymentalne, w tym psychologia) ewoluują i transformują. Poza tym bezpieczny i skuteczny psychoterapeuta – hipnoterapeuta, to adept własnej psychoterapii, stałej superwizji oraz autohipnozy.
Hipnoterapia rozpoczyna się od konsultacji wstępnej, podczas której, hipnoterapeuta tłumaczy klientowi na czym polega hipnoza, wyjaśnia wątpliwości oraz poznaje motywacje, potrzeby i możliwości pacjenta oraz zawiera z nim kontrakt na hipnoterapię, a pacjent udziela zgód niezbędnych do dalszych oddziaływań. Ustalane są też zasady i warunki dalszej pracy. Wtedy na kolejnych sesjach, już pod kątem celów, jakie mają być i mogą (nie wszystkie cele pacjenta są celami hipnoterapeuty i powinny być przez niego realizowane!) osiągnięte w terapii, stosując różnorodne techniki relaksacyjne (w tym: mentalizacje, projekcje, medytacje, wizualizacje) hipnoterapeuta wprowadza osobę hipnotyzowaną w stan odprężenia i wyciszenia. Następnie, poprzez procedury indukcji hipnotycznej (pogłębiania stanu oraz projektowania i wzmacniania efektów/zmiany), pacjent osiąga stan transu hipnotycznego, czyli zwiększonej koncentracji, ukierunkowanej uwagi i wysokiej podatności na sugestie oraz wyciszenia umysłu oraz ciała. W trakcie tego procesu pacjent jest monitorowany przez prowadzącego pod kątem współpracy, głębokości stanu oraz wszystkich jego parametrów, zwłaszcza weryfikując stopień i poprawności realizowania sugestii. Po przeprowadzonej hipnozie terapeuta powoli i łagodnie wyprowadza pacjenta z tego stanu, gruntując go, stabilizując. Często zaraz po sesji hipnozy, podobnie zresztą jak po każdej sesji psychoterapeutycznej, przeprowadzany jest z pacjentem wywiad na temat jego samopoczucia i myśli oraz ewentualnych zmian behawioralnych, jeśli pacjent przyszedł z silnym bólem psychosomatycznym, czy zakłócającym go objawem. Każdą sesję kończy więc, podobnie jak fazy w protokole EMDR, czy terapii Poznawczo-behawioralnej kończy ewaluacja, czyli ustalenie jaka zmiana zaszła w kontekście wyjściowego pomiaru bólu, objawu czy stanu, z którymi pacjent rozpoczął sesję. W trakcie całej hipnoterapii, podobnie jak to ma miejsce także podczas wszystkich psychoterapii i terapii psychotraumatologicznej, powinny być wykonywane porównawcze badania, testy czy miarodajne oceny, pozwalające prześledzić prowadzącemu, a także odzwierciedlić pacjentowi, wzmacniając jego sukces, postęp i skuteczność pracy.
Cele, zasady, warunki
Hipnoza ma zastosowanie w medycynie i psychoterapii. Jest skuteczną techniką terapeutyczną, dzięki której można wprowadzić nowe wzorce myślenia lub wpłynąć na zachowanie. Mogą z niej korzystać zarówno dzieci, jak i dorośli. Hipnoterapia może odbywać się w formie indywidualnej lub grupowej. Nie jest też prawdą, że hipnoza jest stanem uprowadzenia, zagarnięcia Duszy/ Osoby hipnotyzowanej, przejęcia nad Nią, nad jej wolą i umysłem, kontroli. Jest wręcz przeciwnie, stan ten, o ile wprowadza weń wyedukowany hipnoterapeuta z certyfikatem i wieloletnią praktyką w psychoterapii – zwłaszcza zaburzeń dysocjacyjnych (sic!), jest stanem aktywnej kontroli świadomości.
Różnica tego stanu od stanów codziennych, spontanicznych, polega na tym, że w hipnozie świadomość zgadza się w pewien sposób (techniki i sposoby zależą od biegłości i sztuki oraz etyki specjalisty) na oddanie, przekierowanie czy przesunięcie swojej kontroli w inne, niż przed i dotychczas, rejony i jej fiksacje nie przeszkadzają w procesie leczenia źródła objawów, których na co dzień pilnuje, jak mityczny Cerber. Poddawany hipnozie czuje swoje ciało, słyszy wszystko wokół, czuje zapachy, odpowiada na wszystkie pytania hipnoterapeuty, czasami zmienia pozycje, wykonuje „polecenia”. Czasowemu zatarciu jedynie ulec mogą granice czasu i ogólnej przestrzeni, a zmianie poddać się parametry ciała (często temperatura ciała, tętno, ciśnienie krwi, subiektywne odczuwanie ciała, odległości, zmienić może się tembr, skala głosu, w ogóle sposób mówienia, sposób gestykulacji i mimiki), jednak po zakończonej sesji, wszystko, poza, mamy nadzieję niechcianymi objawami, wraca do normy. A pacjent wspomina o lepszym samopoczuciu, które za pośrednictwem indukcji hipnotycznej może zostać z pacjentem jeszcze przez długi czas. Hipnoza w psychoterapii może przyczyniać się do osiągania indywidualnego rozwoju, wspomagać leczenie rozmaitych zaburzeń, takich jak: depresja, lęki i fobie, zaburzenia psychosomatyczne, uzależnienia, anoreksja, nadwaga, zaburzenia snu, zaburzenia zachowania i emocji dzieci i młodzieży, zaburzenia nawyków i popędów (kleptomania, piromania), tiki oraz zaburzenia neurorozwojowe, PTSD oraz zaburzenia osobowości i konsekwencje traum przywiązania, zespół nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD), tiki, przewlekły ból, w tym fantomowy, alergie…
Większość osób jest zdolnych do wejścia w stan hipnozy, jednak niektórzy mogą odznaczać się mniejszą podatnością na jej działanie. Z reguły tak się dzieje w przypadku zaburzeń dysocjacyjnych, konsekwencji Traum, silnego lęku np. separacyjnego i potrzeby kontroli (nad obiektem i źródłem traum relacyjnych czy przekroczeń seksualnych) oraz niepełnosprawności intelektualnej, Spektrum Autyzmu, czy stanów psychotycznych. Należy także zachować ostrożność w pracy z osobami terminalnie chorymi, kobietami w ciąży, zwłaszcza gdy jest zagrożona, a w wywiadzie są transgeneracyjne nieprzepracowane i niejasne straty oraz traumy więzi. Metoda ta bywa nieskuteczna u pacjentów narcystycznych (zwłaszcza wielkościowo), u tzw. controll-freaków oraz osób, mających wobec niej błędne oczekiwania, nie wierzących w jej skuteczność lub nie wyrażających zgody na jej zastosowanie.
Nagromadziło się bardzo wiele faktów nie pozostawiających wątpliwości co do tego, że człowiek przyjmuje daleko więcej informacji niż to, co trafia w sferę jego świadomości. Że żyjąc w jedenastowymiarowym świecie nadal nie mamy kluczy do większości magazynów pamięci oraz świadomości….Nie wiemy także nadal czym jest reinkarnacja, jak często ona występuje, a nawet czy w ogóle istnieje! Jesteśmy dopiero na samym początku badań nad tym zjawiskiem. Medycyna, nauka i psychologia – zwłaszcza jej najmłodsza córka – epigenetyka wraz ze starszą – psychegenealogią, po wielu latach absolutnej niewiary, dopiero zaczynają zajmować się protokołami pracy hipnoterapeutycznej oraz skutecznością zjawiska hipnozy.
Joanna AM GIZA
Nota biograficzno-zawodowa:
Psychoterapeutka, pracująca za pośrednictwem hipnozy, EMDR oraz IFS i technik energetyczno-emocjonalnych. Z pierwszego wykształcenia magisterskiego literaturoznawczyni, pedagog, dziennikarz, pedagog, filozof – etyk, z drugiego – psycholog kliniczna osobowości i psychotraumatolog. Mieszka i przyjmuje w Warszawie.
Kontakt: www.psycholog24h.pl oraz www.gizah.pl, nr telefonu: (+48) 518 933759. Prowadzi wyjazdowe warsztaty psychoterapeutyczne oraz terapie systemowe, indywidualne, małżeńskie i grupowe.
[1] Van der Hart O.,Nijenhuis E.R.S., & Solomon R.M. (2010). Dissociation of the personality in complex trauma – related disorders and EMDR: Theoretical consideration. „Journal of EMDR Practice and Research”, 4, 76-92.
[2] Church D., Reductions in pain, depression, and anxiety symptoms after PTSD symptom remediation in veterans, „ Explore: The Journal of Science and Healing” nr10 (3), 2014, s.162-169.
[3] Oschman J. Trauma energetics, „Journal of Bodywork and Movement Therapies” nr 10, 2006, s. 32-42.
[4] Rossi E. (2002), The psychobiology of gene expression: Neuroscience neurogenetics in hypnosis and the healing arts, New York: Norton, s.66, 126, 190, 229.
[5] Zdankiewicz- Ścigała E. (red. nauk.), Ze wstępu do wydania polskiego: Fisher J. (2019). Terapia osób, które przetrwały traumy złożone. Jak przezwyciężyć mechanizmy wewnętrznej alienacji. Kraków: WUJ.
[6] Allen J.G., Fonagy P., Bateman A. (2014). Mentalizowanie w praktyce klinicznej, Kraków: WUJ.
[7] Mowa o metodzie dialogu Sokratejskiego, zwanej także położniczą, opartej na motywacyjnym, sugestywnym, naprowadzającym dialogowaniu z pacjentem w kierunku jego nieodkrytego potencjału i nieuświadomionych przekonań i idei. Por. Platon (1993), Fajdros, Warszawa: Meandry Kultury.
[8] De Saint – Exupery A. (2015), Mały Książę, Przeł: Jan Szwykowski, Warszawa: MUZA S.A.
[9] https://maciejwielobob.pl/2016/01/medytacja-milujacej-dobroci/
[10] Rowe, J. , The effects of EFT on long-term psychological symptoms, „Counseling and Clinical Psychology Journal” nr 2(3), 2005, s.104-111.
[11] Chertok L. (1989). Między wiedzą a niewiedzą. Studium hipnozy, s.75-78. Warszawa: Książka i Wiedza.
[12] Chertok L. (1993). Hipnoza i sugestii, s. 88-89. Warszawa: Interpress
[13] Church D. (2014). Geniusz w genach. Medycyna epigenetyczna i nowa biologia intencji. Przeł. Ewa K. Suskiewicz, Warszawa; Wydawnictwo VIRGO.
